wtorek, 21 lutego 2017

Czy radość jest lepsza o złości?

My, dorośli, mamy tendencję do dzielenia emocji na dobre i złe, czy też na pozytywne i negatywne. Tego uczy nas społeczeństwo i my często bezrefleksyjnie przyjmujemy to spojrzenie. Skrót myślowy, ale czy nieszkodliwy? Tak naprawdę emocje uważane za dobre to te, które są akceptowane społecznie,  a "złe" to takie, które nie zyskują społecznej aprobaty. Dlaczego tak jest? Dobre emocje są przyjemne, a te "złe" nieprzyjemne. Dla kogo? Dla otoczenia, które ich nie aprobuje. Szkoda, że często zapominamy przy tym, iż emocje te są również trudne i nieprzyjemne dla osoby, która ich doświadcza. 

Nie ma emocji dobrych i złych. Wszystkie emocje są normalne, równoważne i potrzebne, bowiem są zawsze jakimś sygnałem. Oczywiście niektóre z nich są dla nas przyjemne i chętnie je okazujemy, a społeczeństwo to aprobuje, gdyż wszyscy czują się wówczas w naszym towarzystwie dobrze. Ale niestety życie to nie lukrowane ciasteczko. Czasem coś sprawia, że czujemy smutek lub złość. Smutek jest raczej cichy, więc i okazywanie go nie jest jakąś wielką zbrodnią. Zdecydowanie gorzej rzecz ma się ze złością. Okazywanie złości jest towarzyskim faux pas i my, dorośli, mamy tego świadomość. Staramy się opanować swoją złość, mimo że wychodzi nam to z różnym skutkiem. Czasem się jednak uniesiemy, a na swoją obronę podajemy wówczas to, że przecież "mieliśmy prawo się zezłościć". Teraz wyobraźmy sobie, że te emocje przeżywa dziecko...

Dziecięce emocje są dla nas niewygodne. Najgorzej, oczywiście, jest ze złością. Dziecko, które manifestuje swoją złość uważamy za "niegrzeczne" i często zdarza się, że za jego zachowanie wymierzamy mu karę. Naszym argumentem jest, że nie wyrażamy zgody na takie zachowanie. Ale, ale - uwaga - w umyśle małego dziecka wcale tak to nie działa! Więc jak to jest z tymi dziecięcymi emocjami?
  1. Dzieci mają prawo do przeżywania emocji. Tak, mają prawo, bo ma je każdy człowiek. Dzieci to ludzie, a emocje - te przyjemne i te nieprzyjemne - są po prostu ludzkie.
  2. Dzieci mają prawo do wyrażania emocji. Zachęcamy dziecko, żeby wyrażało radość, ale złość już ma tłumić. Małe dziecko tak nie potrafi! Albo okazuje wszystkie swoje emocje, albo wszystkie tłumi i zamyka się w sobie. A tego nie chcemy, prawda?
  3. Nie możemy dziecka zawstydzać! Pokazywanie, że okazywanie złości jest nie na miejscu, sprawia, że dziecko zaczyna się swoich emocji wstydzić. Jednak zawstydzane dziecko nie wie, których emocji "powinno" się wstydzić, a których nie, więc wstydzi się wszystkich. Mało tego! Dziecko utożsamia okazywanie emocji z ich odczuwaniem. Pokazując, że powinno się wstydzić swojego zachowania dyktowanego złością, pokazujemy mu, że w ogóle odczuwanie jakichkolwiek emocji jest wstydliwe.
  4. Szanujmy! Pamiętajmy, że dziecko które się złości też odbiera tę emocję jako nieprzyjemną i trudną dla siebie. Może nową. Dziecko samo nie rozumie co czuje, skąd to się wzięło i dlaczego ma ochotę krzyczeć czy tupać nogami. Nam jest trudno, kiedy nasze dziecko się złości, ale dziecku jest jeszcze trudniej. 
  5. Akceptujmy! Rodzic myśli: Nie akceptuję określonego zachowania mojego dziecka. Dziecko myśli: Mama/tata nie akceptuje MNIE. Taki przesyłamy komunikat: brak akceptacji dla sposobu wyrażania emocji = brak akceptacji dla ich odczuwania = brak akceptacji dla osoby, która je odczuwa. 
  6. Zacznijmy od siebie! Dziecko jest barometrem nastroju rodzica. Widzi i odczuwa, jakie emocje przeżywamy i podchwytuje sposób w jaki sobie z nimi radzimy. Czy krzyczymy, czy "żądlimy" wszystkich dookoła, dziecko widząc, że mama czy tata w ten sposób radzi sobie ze złością, przyjmuje, iż jest to sposób w jaki NALEŻY to robić. Własny przykład jest lepszą metodą wychowawczą nią kary, bowiem dzieci uczą się przez naśladowanie. Nie możemy oczekiwać od dziecka, że będzie opanowane, jeśli sami mamy z tym problem. Na początek sami nauczmy się pozytywnych sposobów regulacji emocji. 
  7. Pomóżmy dziecku! Gdy już sami znajdziemy pozytywne sposoby radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami, spróbujmy przekazać ten sposób dziecku. Co pomaga się wyciszyć, ukoić złość? Może jakiś wysiłek fizyczny, sport, spacer? Jakaś twórczość? A może słuchanie muzyki? Pokażmy dziecku, że każdy człowiek czasem doświadcza nieprzyjemnych czy trudnych emocji i że można sobie z nimi poradzić w sposób twórczy i nie krzywdzący dla nikogo. Ważne jest też, żeby nazywać emocje. Widząc napad złości u swojego dziecka powiedzmy mu: "Widzę, że jesteś zły". Ja jakiś czas sami się zdziwimy, kiedy zamiast rzucać zepsutą zabawką dziecko przyjdzie do nas i powie: "Jestem zły, że się zepsuło".
  8. Cierpliwości, wszystko w swoim czasie! My też kiedyś byliśmy dziećmi, też przeżywaliśmy trudne emocje i próbowaliśmy sobie z nimi radzić w sposób nieakceptowany społecznie. Dziecko nie będzie wiecznie rzucać się na podłogę w przypływie złości. Robi tak, bo teraz jego układ nerwowy jest wciąż niedojrzały, a ono samo wciąż się uczy. Z czasem zrozumie, że i dlaczego nie jest to dobry sposób na manifestowanie złości. Zamiast dziecko karać, powinniśmy pomóc mu przejść przez ten etap i wspierać je w nabywaniu nowych kompetencji. Bo regulacja emocji to czasem naprawdę trudna sztuka ;)
Wpis inspirowany książką Paula C. Holingera "Co mówią dzieci, zanim nauczą się mówić".

*   *   *
Wpis przeniesiony z zamkniętego bloga "Karm. Noś. Kochaj".

czwartek, 16 lutego 2017

Czy rodzicielstwo to związek?

Co do tego, że małżeństwo (czy też jego nieformalny odpowiednik) to związek trudno mieć wątpliwości. Nieco bardziej dyskusyjna sprawa może być z przyjaźnią, jednak chyba większość z nas ostatecznie stwierdzi, że tak, przyjaźń to związek. A rodzicielstwo? 

Rodzicielstwo kojarzy się z wychowaniem, opieką, odpowiedzialnością, zależnością dziecka od rodzica, władzą (na co wskazuje sam termin "władza rodzicielska"). Widzimy je jako zadanie - ukształtować młodego człowieka w taki a taki sposób, zadbać o zaspokojenie jego potrzeb i zapewnienie mu bezpieczeństwa. Proza życia. Tymczasem warto zwrócić uwagę, że rodzicielstwo to jeden (lub jedne) z najważniejszych związków w naszym życiu. Rodzicielstwo to relacja. Warto uświadomić to sobie i spojrzeć na relacje ze swoim dzieckiem tak, jak na związki z innymi ludźmi. I to już od samego początku. Co z tego wynika?

  1. Poznaj swoje dziecko - To może brzmieć jak abstrakcja. Przecież to MOJE dziecko, nosiłam je w moim własnym brzuchu, urodziłam, mieszkam z nim i spędzam niemalże 24 godziny na dobę. Ale czy to znaczy, że je znam? Czy zwracam uwagę na to, jaka jest jego ulubiona zabawka, ulubiona piosenka? (Moja 9-miesięczna Zosia ma ulubioną piosenkę) Jaki ma temperament - jest żywiołowe i energiczne, czy raczej spokojne? Czy jest towarzyskie czy nieśmiałe? Jak lubi się bawić? Dziecko to mały człowiek i tak jak każdy człowiek ma swoje upodobania i rzeczy, których nie lubi. Ma określony temperament. Czegoś chce, czegoś nie chce, czegoś się boi. Dziecko jest niepowtarzalną, fascynującą osobą! To, że jesteśmy jego rodzicem nie zwalnia nas w żadnym wypadku od tego, aby je poznać. Tak, jak poznawaliśmy (i wciąż poznajemy każdego dnia) swojego męża, partnera czy swoich przyjaciół. 
  2. Szanuj  jego odmienność - Często ulegamy takiemu złudzeniu, że dziecko będzie takie jak my. No, ewentualnie może coś tam mieć po tatusiu. Jeśli jesteśmy spokojni to oczekujemy, że nasze dziecko również takie będzie. Natomiast jeśli jesteśmy energiczni i aktywni, wydaje nam się oczywiste, że dziecko odziedziczy te cechy. Jednak wcale nie musi tak być! Dziecko nie jest kopią żadnego ze swoich rodziców, ani nawet dokładnie połączoną sumą ich cech. Dziecko to odrębny człowiek. Indywidualność. Jest jedyne i niepowtarzalne, a przy tym wspaniałe, nawet jeśli zupełnie różne od swoich rodziców. Postrzegając rodzicielstwo jako związek, patrzymy na dziecko jak na swojego partnera czy przyjaciółkę. "Jasne, różnimy się. Noo... ma parę denerwujących cech. Ale jest wspaniałą osobą i kocham go/ją. Możemy się uczyć od siebie nawzajem. Uzupełniamy się. Ta relacja ubogaca nas oboje." Myśleliście kiedyś w ten sposób o swoim dziecku?
  3. Dbaj o relacje - Może to kogoś zaskoczyć - dziecko nie ma najmniejszego obowiązku kochać swoich rodziców. Jednak praktycznie każde dziecko swoich rodziców kocha. Co nie znaczy, że ich lubi. I wcale ich lubić nie musi. O związki trzeba dbać. Zawsze, na każdym etapie. Codziennie. Pomyślmy o naszym mężu/partnerze albo o najlepszej przyjaciółce. Jeśli zaniedbany relacje prędzej czy później zauważamy, że coś się psuje. Dlaczego w relacji z dzieckiem miałoby być inaczej? Dobre relacje potrzebują czasu i cierpliwości, a także otwartości na drugiego człowieka, gotowości akceptowania go takim, jakim jest. Tak, dotyczy to także dzieci. Nawet niemowląt ;)
Warto spojrzeć na relacje ze swoim dzieckiem (dziećmi) w ten sposób - jak na inne, ważne dla nas związki. Warto o nie dbać, ponieważ rodzicielstwo jest związkiem na całe życie

Wpis inspirowany książką Paula C. Holingera "Co mówią dzieci, zanim nauczą się mówić".

*   *   *
Wpis przeniesiony z poprzedniego, zamkniętego już bloga "Karm, Noś, Kochaj".

środa, 15 lutego 2017

Ja, żona, kobieta z pasją.

Zaspałam, przyznaję. Post miał być na przedwczoraj, przed Walentynkami (których z małżonkiem raczej nie lubimy i nie obchodzimy) i przed zakończeniem Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa 2017. Zaspałam, przepraszam, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, a jedynie - na przeprosiny - spóźniony wpis. 

Miałam pisać o tym, jak w małżeństwie można wspierać wzajemnie swoje pasje, jednak w zasadzie ten post mógłby nosić tytuł "Jak mój mąż wspiera mnie i moje pasje". Jak można wywnioskować z zawartości bloga oraz zobaczyć na moim instagramie, na którym bywam bardziej aktywna, jestem kobietą z pasją. Hm, żeby to jedną! Jestem kobietą z pasjami! Moją pierwszą życiową miłością było czytanie książek. Odkąd zostałam mamą nieco się opuściłam w tej kwestii, ale książki wciąż są i zawsze będą bardzo ważne w moim życiu. Poza tym jest we mnie ogromna potrzeba tworzenia. Często silniejsza niż potrzeba snu ;) Tak więc sobie płynę poprzez tworzenie biżuterii, decoupage, naukę szycia i marzenia o nieustannym uczeniu się czegoś nowego. A gdzie w tym mój mąż?

Autorką portretu jest moja siostra Roksana Twardak. 
Mąż kupuje mi książki. Na wszelkie okazje i bez okazji. Materiały do szycia, nici, druciki, koraliki, drewienka, farby i inne cuda kupuję sobie przeważnie sama, tutaj mąż się nie wtrąca - co też w zasadzie można uznać ze wsparcie ;) Kiedy zapragnęłam szyć - kupił mi maszynę. Jednak sprowadzać wsparcie w moich zainteresowaniach do spraw finansowych byłoby znacznym spłyceniem. Odkąd uczęszczam na kurs krawiecki mój mąż dwa lub trzy razy w tygodniu zawozi mnie na zajęcia i po mnie przyjeżdża. Pod moją nieobecność oczywiście zajmuje się dziećmi, co często robi również, kiedy jestem w domu i chcę w spokoju zająć się "czymś swoim". Lecz co najważniejsze - i najtrudniejsze - zawsze mogę liczyć, że mój małżonek wysłucha moich wszystkich wywodów, rozkmin i rozmyśleń, wyrazi swoje zdanie na temat moich kolejnych pomysłów, że krytycznym (w granicach rozsądku ;) ) okiem spojrzy na moje wypociny, a w momencie, kiedy mam ochotę wszystko rzucić przytuli i powie "Nie poddawaj się!". 

Ja - kobieta, żona, artystka, rękodzielniczka, czytelniczka, marzycielka, blogerka. Nie byłabym tym, kim jestem, gdyby nie mój mąż. To on stoi za kulisami moich pasji. 

piątek, 10 lutego 2017

Mój mąż jest super-tatą!

Jestem żoną fantastycznego faceta i mamą fantastycznych dzieciaków. Na moje szczęście te dwa punkty mają wspólny mianownik. Małżeństwo jest fajne między innymi dlatego, że pozwala wspólnie odbywać najpiękniejszą podróż życia - podróż przez rodzicielstwo. 

Bycie rodzicem jest piękne i... męczące. To praca, która nigdy się nie kończy, etat 24h, bez wolnych weekendów, urlopu czy L4. W pakiecie z przeogromną miłością i super-słodkością dzieci potrafią dostarczyć swoim rodzicom zmęczenia, a nawet frustracji. Najczęściej i najmocniej odczuwamy to my, mamy, zwłaszcza w pierwszych latach życia dzieci, z którymi spędzamy więcej czasu niż ich tata. Wtedy właśnie tym bardziej rola ojca jest nieoceniona!

Czasem padam na twarz ze zmęczenia, marzę o spokojnym wysuszeniu włosów, wyjściu na kawę z koleżankami lub spędzenie czasu na swoim hobby. Matka ma prawo być zmęczona! Chcę się rozwijać, uczyć, czytać, doskonalić. To również moje prawo. Naprzeciw tym potrzebom wychodzi mój mąż :)

Uwielbiam to, jakim zaangażowanym tatą jest mój mąż. Kiedy chcę odpocząć i poświęcić czas swojej pasji, zabiera dzieci na spacer. Kiedy chcę wyjść bez dzieci, zostaje z nimi w domu, organizuje im czas, a jeśli zachodzi taka potrzeba to jeszcze mnie zawodzi i odbiera (np. na spotkania z koleżankami albo mój kurs krawiecki). Wstaje w nocy do starszej córki, kiedy ja karmię młodszego. Nosi i tuli młodszego, kiedy ja czytam książeczki ze starszą. Przychodzi mi również z odsieczą, kiedy pokłady mojej cierpliwości są na wyczerpaniu. Potrafi uratować sytuację, kiedy ja jestem nieraz już bliska krzyku. Przykłady mogłabym mnożyć. Mąż jest nie tylko super - tatą, ale i moim oparciem w przeżywaniu macierzyństwa. 

Rodzicielstwo to wspaniała przygoda! Jednak nie wyobrażam sobie doświadczać tego inaczej niż w małżeństwie, dzięki któremu wiem, że wszystko to jest naszą wspólną sprawą. 

*  *  *
Wpis powstał w ramach blogerskiej akcji Małżeństwo jest fajne! z okazji Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa 2017 .

środa, 8 lutego 2017

Dwie ślubne szkatułki

Wczoraj pisałam o małżeństwie i to przypomniało mi, że nie zaprezentowałam jeszcze dwóch bardzo już zaległych prac (obie powstały we wrześniu) w tematyce ślubnej. Oto więc dwie ślubne szkatułki. Wnętrze każdej z nich było identyczne. Pierwsza z nich to połączenie klasycznego decoupage serwetkowego z transferem wydruku. Druga to transfer na złotych spękaniach. Obie delikatnie wykończone bezbarwną konturówką w celu uzyskania efektu 3D. 





wtorek, 7 lutego 2017

Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa 2017 - Wierzę w małżeństwo!

Nagłówek u góry strony głosi "Blog artystyczno - refleksyjny". Artystka ze mnie wciąż raczkująca, z mniejszą lub większą częstotliwością prezentuję tutaj swoje prace. Chciałabym jednak - wreszcie! - poszerzyć zakres bloga o planowaną od dawna część tekstową. Dziś jest doskonały dzień, aby rozpocząć ;)

Dlaczego? Ponieważ dziś rozpoczyna się Międzynarodowy Tydzień Małżeństwa 2017. Z tej okazji blogerzy, którzy uważają, że małżeństwo niesie za sobą wartości, jakie warto promować, jednoczą się w akcji "Małżeństwo jest Fajne!". Pomysłodawczynią jest Ewa, autorka bloga Mocem, na którym na wszelkie możliwe sposoby pisze o małżeństwie właśnie. Dla mnie małżeństwo to szalenie ważna sprawa i przeczytawszy o akcji nie miałam wątpliwości - chcę o tym napisać!

W dzisiejszych czasach akt małżeństwa dla wielu stanowi jedynie bezwartościowy papierek. Nie potrzebują potwierdzenia swoich uczuć na piśmie. Nie muszą nic udowadniać. Nie chcą przysięgać przed "facetem w sukience". Tak mówią. Często kryje się za tym lęk. Tyle małżeństw się przecież rozwodzi. Taki tok myślenia może być samospełniającą się przepowiednią. A przecież to my sami kreujemy naszą rzeczywistość!

Zdjęcie prywatne. Kopiowanie zabronione.

Decyzja o zawarciu związku małżeńskiego lub niezawieraniu go jest wyrazem naszego światopoglądu, naszej postawy życiowej. Dla mnie ślub był oczywistym wyborem, ponieważ nie godzę się w swoim życiu na bylejakość. Nie lubię "byle-jak" spędzać czasu, oglądać "byle-czego" w telewizji, "byle-czego" jeść ani "byle-jak" wyglądać. Tym bardziej nie akceptuję bylejakich relacji. 

Nie oznacza to oczywiście, że nie ma kiepskich małżeństw, ani wspaniałych związków nieformalnych. Co do tych drugich, jeśli są tak wspaniałe, to cóż stoi na przeszkodzie, aby je zalegalizować? ;) Zmierzam do tego, że o jakości naszych relacji z innymi decydujemy my i nastawienie, z jakim w te relacje wchodzimy. Zawarcie małżeństwa to akt odwagi. Jeśli decydujemy się wstąpić na tę ścieżkę z właściwą osobą to nie mamy się czego bać. Słowa przysięgi traktuję poważnie. Nie, wcale nie przysięgamy nic księdzu, ani urzędnikowi, ani nawet Bogu. Przysięgamy sobie wzajemnie! Nie rzucamy słów na wiatr, lecz podejmujemy konkretne zobowiązania wobec ukochanej osoby. Decydując się na to pokazujemy jej, a także sobie i społeczeństwu, że wierzymy w to, co przysięgaliśmy. W miłość, wierność i w uczciwość, małżeńską i nie tylko. Pokazujemy, że traktujemy poważnie nie tylko tę osobę, ale ogólnie miłość, rodzinę, swoje własne słowa.  Deklarujemy wiarę w trwałość - uczuć, relacji, postanowień, zobowiązań. Obiecujemy, że zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby zadbać o jakość swojego związku. Nie dajemy sobie pozwolenia na ucieczkę z pierwszego lepszego błahego powodu.

Zdjęcie prywatne. Kopiowanie zabronione.

Dla mnie ślub zmienia nie tylko nazwisko i ewentualnie adres zamieszkania. Dla mnie przysięga małżeńska pociąga za sobą zmianę jakości relacji. Na lepsze. W ten sposób tworzymy naszą ostoję, bezpieczną przystań. Jej filarem jest pewność. Jestem pewna słów, które prawie 4 lata temu wypowiedziałam i pewna właściwego wyboru osoby, z którą rozpoczęłam tę życiową drogę. Tak, wierzę w małżeństwo! I ze swojego, wciąż jeszcze krótkiego doświadczenia mogę powiedzieć, że małżeństwo jest fajne, polecam! ;)

środa, 30 listopada 2016

Z archiwum prac: Biżuteryjne zwyklaczki posrebrzane i pozłacane

Dziś mam dla Was szybki przegląd moich starych - archiwalnych prac. Oto biżuteryjne "zwyklaczki" z elementami posrebrzanymi i pozłacanymi.